Pomnik pomordowanych w Lesie Grabińskim. Lubatowa Pomnik pomordowanych w Lesie Grabińskim. Lubatowa TML
26 maj

Przemówienie wygłoszone przez dr Józefa Aleksiewicza 27 lipca 1947 r. w Lesie Grabińskim.

Napisał 

Z nastaniem brzasku rannego w owym pamiętnym dniu 24 lipiec 1944r. w więzieniu jasielskim zapanował niezwykły jakiś ruch.

Budzono z nerwowego snu więźniów, otwierano na oścież cele i gromadzono ich na korytarzu ustawiając parami po jednej stronie korytarza.

Następnie jeden z gestapowców odczytywać zaczął nazwiska, a po zgłoszeniu się więźnia ustawiać zaczął wywoływanych w szereg po przeciwnej stronie korytarza.

Więźniowie w ogromnym naprężeniu oczekiwali wywołania swego nazwiska nie wiedząc, w jakim celu odbywa się ta segregacja ranna i gubili się w domysłach, tym bardziej, że w dole na więziennym podwórzu wyraźnie panował ruch i słychać było warkot silników wozów ciężarowych.

Coś będzie. Wywóz do słynnego Oświęcimia, czy do więzienia w Tarnowie? A może na ciężką pracę w kamieniołomie? Nie jednemu zaś przyszła i myśl, że może zbliża się i ta najcięższa godzina w życiu, która wszystko kończy i na którą z chwilą aresztowania w owych pamiętnych dniach 30 czerwca i pierwszych dniach lipca 1944 byli przygotowani, a jednak w sercach swoich mieli nadzieję, że przecież może jej unikną.

Wiadomo im też było, że załamany pod Stalingradem front wojsk niemieckich coraz bardziej kruszał, że walki krwawe zbliżały się pod Lwów, może za tym ten wywóz ranny jest w związku z sytuacją ogólną, może to ewakuacja więzienia? Co nocy przecież przeżywał denerwujące a jednak dla nich radosne chwile nalotów i alarmy lotnicze. I znów nadzieja, i znów odpychanie myśli natrętnie powracającej.

Wreszcie w niedługim czasie powstał szereg wybranych owych 72 których przyszliśmy tu dziś uczcić. Krótki rozkaz rzucony brutalnie przez kata i kolumna ruszyła poczynając w tej chwili swoją ostatnią wędrówkę na tę „Polską Golgotę”, na której w tej chwili znajdujemy się tu zebrani.

Więźniowie skuci po dwu za ręce zajmować zaczęli miejsca w wozach. Szarzało już była godzina około czwartej rano. Dzień zapowiadał się pogodny i ciepły, jeden z tych dni lipca co sprzyja pracy żniwiarza. Nie jeden z więźniów – a byli to przeważnie ludzie wsi, młodzi, pełni radości życia; przypominał sobie, że w takim dniu on we wsi swej zbierał ze swoimi plon tej ziemi, którą kocha i której uwolnienia od przemocy wroga wszystkimi swymi siłami chciał dopomóc.

Wozy ruszyły. Rosa szkliła się na łąkach obsypanych polnym kwieciem. Po uciążliwym przebywaniu w więzieniu ten widok lipcowego ranka, orzeźwiający powiew wietrzyku musiał wywołać w ciele i w duszach naszych nieszczęśliwych w tej chwili więźniach kojący wpływ przyrody.

W ten a nie inny sposób kraj i Ojczyzna zsyłała ukojenie i pociechę łagodząc twardą i bezlitosną sytuację stworzoną przez wroga. W ten sposób żegnała swoich najlepszych synów, swoich BOHATERÓW, na ich ostatniej ofiarnej dla Ojczyzny drodze.

Szybko mijane znane wsie, miasto Krosno a w końcu Miejsce Piastowe. Cisnęły się coraz bardziej myśli dokąd ich wiozą? Ciche szepty, porozumiewania, domysły i znów niewiadoma. Wreszcie na rozwidleniu dróg do Rymanowa i Iwonicza prędkość jazdy maleje i wozy skręcaja wyraźnie w ulicę Floriańską wsi Iwonicza tak dobrze znanej każdemu Iwoniczanowi i Lubatowiakowi.

Znów nowe podniecenie. Pewnie jadą do Zroju może konfrontacji pewnie nowe były aresztowania. Lecz w takim razie po cóż jedzie tych kilkunastu aresztowanych z okolic Jasła, Gorlic i innych których nic z Iwonickimi nie wiąże?

Wreszcie wozy stają przed frontem pałacu hr. Załuskich który dziś jest siedzibą SS.manów ukraińskich i tu każą naszym wysiadać.

Sprawdzenie nazwisk raz jeszcze, kolumnę otaczają ruskie zbiry, piesi i konni pod dowództwem Rusina majora niemieckiego Najdy, który z ożywieniem rozmawia z niemieckim dowódcą Kurlandczykiem i okazuje nadzwyczajne sadystycznie radosne podniecenie, jest ciągle ironicznie uśmiechnięty i rozmawia dobrotliwie i porozumiewawczo ze swoimi (mało jeami).

Kolumna rusza otoczona silnie z boków pieszymi z nabitą bronią a dalej nieco konnymi zabezpieczającymi boki pochodu.

W tej chwili złota tarcza słoneczna wychyliła się już znacznie zza widnokręgu w stronę Sanoka, jest dziś jakoś dziwnie silnie krwawo rozpaloną tarczą jak płynne dukatowe złoto, a promienie choć padają jeszcze ukośnie, już miło ciepło roznoszą po ciałach zbitych i skatowanych naszych drogich więźniach.

Kolumna posuwa się zwalnia przez park dwójkami skutymi za ręce. Jeden z więźniów ma rękę na temblaku widocznie złamaną. Temblak dostosowany z paska do spodni.

W starych lipach parku śpiewa kos i wilga oraz mnóstwo ptasząt. Z sąsiedniego lasku dochodzi turkanie dzikich gołębi. Panuje nastrój raczej pogodny, a rozśpiewana przyroda raczej nastraja wesoło i stara się rozproszyć myśli ponure i przeczucia złe, wrogie jakie co raz częściej zakradać się starają do dusz naszych skazańców. Jedynie tylko stada wron i kawek krążące ponad głowami pochodu i kraczące żałośnie, mącą harmonię ptaszego śpiewu.

Wielu z więźniów znajduje się w tej chwili niedaleko od swoich domów i rodzin. Tylko skoczyć, te bliskie krzaki a po niej parowem dalej do lasu i już zarysuje się wolność.

Myśl szybko działa, ocenia się możliwości, krótkie porozumienie. Niestety… wróg przez skucie kajdankami zamknął tę ryzykowną wprawdzie ale jedyną w tej sytuacji drogę ku wolności i wybawieniu.

Kolumna posuwa się w kierunku zachodnim, drogą polną pomiędzy łanami zbóż i pastwiskami i zdąża ku sąsiedniemu laskowi, który dobrze już znanym każdemu: LASKOWI GRABIŃSKIEMU.

W tej sytuacji każdemu z więźniów staje przed oczyma nieubłagana ŚMIERĆ!

Po wyjściu na drogę polną konni konwojujący na rozkaz Najdy oddalają się nieco od konwoju na boki uzyskując w ten sposób większy zasięg zabezpieczenia. Najda jest przezorny i słusznie; bowiem w tym samym czasie spiesznie zdąża po zęby uzbrojona odsiecz w takiej ilości, że ryzyko niepowodzenia maleje do minimum. Niestety brak środków transportowych nie pozwoliło nadążyć na czas i pomoc zjawia się w dwie godziny za późno!

Tak zatym w opisanych przed chwilą okolicznościach zbliżał się ku końcowi jeden z aktów dramatu jaki odgrywaliśmy począwszy od 1939 roku.

Nad wykopanym dołem w tym oto miejscu ustawiono wreszcie biednych naszych więźniów, którzy w tej chwili musieli przeżywać straszne chwile zwątpienia, rozpaczy, żalu za życiem młodym, żalu za Ojczyzną do której nic innego a tylko przywiązanie do Niej zaprowadziło na to miejsce.

Zaczęła się masakra. Strzałem w tył głowy kończono bohaterskie życie tych wszystkich których przed dwoma laty ekshumowaliśmy i których potworność stracenia oglądaliśmy jako komisja ekshumacyjna.

Nie zapomnę nigdy tej strasznej chwili, kiedy do nas, lekarzy, siedzących opodal dołu i spisujących to, co jeszcze opisać się dało, dochodził co pewien czas rozdzierający powietrze okrzyk żalu, rozpaczy i trwogi rodzin pomordowanych; ojców, żon, matek dzieci, kiedy w wydobytym z dołu gnijącym ciele rozpoznawano kogoś sobie bliskiego, kochanego, o którym miano jeszcze nadzieję że żyje, że może przyjdzie tak jak wielu innych cudem wróciło.

Dowód niezbity, fakt naoczny przekreślał każdą nadzieję, każdą rachubę.

Ty Wszechmogący i Wieczny Boże słyszałeś wówczas te skargi, te lamenty, widziałeś tę rozpacz i serdeczne łzy. W Miłosierdziu Twoim zabrałeś wszystko co dobrego za życia zrobili CI nasi biedni pomordowani chłopi i robotnicy nasi, Ci nasi wielcy bohaterscy ofiarnicy szczerej i bezinteresownej miłości Ojczyzny i na szali Twej Boskiej sprawiedliwości przeważyła na korzyść tych Bohaterów narodowych ICH WIELKA KRWAWA OFIARA na pewno jeszcze i nie ostatnia!

Ginąc w taki okropny sposób, w tej ostatniej chwili swego życia oplatali ręce różańczykami i osłaniali medalikami z Królową Korony Polskiej zawieszone na szyi. Umierali z Jej Imieniem i słowem Polski na ustach jak przystało na potomków spuścizny dorobku patrjetycznego owych rycerzy w stylu Longina Podbipięty Polaka i katolika, który ze słowami litanii oddawał Bogu duszę w knieji Zbaraskiej.

Wykopaliśmy zwłoki tych Bohaterów przed dwoma laty i jak przystało, uczciliśmy ich pamięć chowając doczesne szczątki z czcią i honorami w mogiłach wspólnych i osobnych.

Nie zapomnieliśmy też dalej o Was kochani nasi Towarzysze Czcząc Waszą zawsze drogą dla nas pamięć chcemy CZYN WASZ, jako przykład pozostawić następnemu POKOLENIU które dorasta i które po nas i po WAS obejmie stery spraw Ojczystych, bo tak jak i Wy i My odejdziemy ale pozostanie Ta, którą i WY i MY kochamy i nigdy nie przestaniemy kochać i wiernie jej na każdym odcinku służyć będziemy : POLSCE.

Tę miłość Ojczyzny wszczepiać należy koniecznie w serca tej młodzieży naszej, a przykład Wasz jest najlepszym argumentem dla tej wzniosłej IDEI tak, jak dla pokolenia z którego Wy i My wyszliśmy były przykładem wielkiej MIŁOŚCI OJCZYZNY czasów KOŚCIUSZKI, Napoleona, powstań 1830 i 1863r.

Zmaltretowany napaścią moich osobistych wrogów, którzy koryto a nie ideę odbudowy Iwonicza mieli na oku, nie miałem możności zając się dalszym losem uczczenia pamięci Waszej drodzy Towarzysze Walki Podziemnej z Okupantem niemieckim.

Sprawa ta leżała mi zawsze głęboko na sercu i dlatego z wdzięcznością zwracam się do mej towarzyszki życia, dziękując jej, z tego miejsca za inicjatywę stworzenia KOMITETU BUDOWY TEGO POMNIKA na miejscu Kaźni.

Zainteresowani wiedzą dokładnie jak trudnym było urzeczywistnienie tego projektu, który jednak przy dobrej woli i szczerych chęciach doszedł w dniu dzisiejszym do skutku. Dziękuję też wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji tego zamierzenia, a czcząc pamięć poległych dla sprawy Ojczyzny, których nazwiska wyryte na tej marmurowej tablicy, spełniamy nie tylko nasz obowiązek przekazania PAMIĘCI BOHATERÓW, ale także obowiązek wobec Poległych jako Ich Przyjaciele i Towarzysze Walki.

Jestem przekonany jako wierzący tak jak i Wy drodzy Polegli Katolik i Polak, że otrzymaliście Wiekuistą Nagrodę za Wasz Czyn. Wróg chciał Was poniżyć, maltretował za życia, gnębił fizycznie i moralnie, ale legł sam w prochu i poniżeniu, roztarty na proch a dążnością naszą jest aby nigdy te gadzinowe, przeklęte plemię Pruszcze nie odrosło i nie odżyło.

Melduję Wam, ze gnębiciele Wasi zginęli haniebną śmiercią na szubienicach a proch ich rozsypany na wszystkie cztery strony świata. Reszta czeka już na swoją zasłużoną kolej kary.

Polska powstała, ludowa, daj Boże sprawiedliwa dla wszystkich, którzy serdecznie dla Niej pracować pragną. Teren Polski oczyszczony z elementów wrogich, z dniem każdym tężeje, nabiera powagi i siły wewnętrznej.

Odzyskaliśmy odwieczne nasze dzielnice Piastowskie a żołnierz nasz, który objął po Was straż i trzyma ją nad Odrą i Nissą i z granicy tej nigdy nie ustąpi tak , jak i Wy w ciężkich warunkach nie ustąpiliście przed tym samym wrogiem.

Chciał Was wróg poniżyć, dlatego My pozostali Wasi Rodacy chcemy niejako zatrzeć te ślady poniżenia i czcimy Waszą pamięć na każdym kroku, który pozostawiliście na tej przez Was ukochanej ziemi Ojczystej.

Ginęliście tu z dala, a jednak w bliskości swoich zagród a nikt Was z najbliższych pożegnać nie mógł.

Niech więc na tym miejscu tragicznym Waszej Kaźni zabrzmi dziś z serc naszych triumfalny i wiecznie żywy HYM NARODOWY na cześć Waszą, Ojczyzny i Rzędu NAJJAŚNIEJSZEJ RZECZYPOSPOLITEJ: Jeszcze Polska nie zginęła…

 

Czytany 1591 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 20 czerwiec 2016 21:34
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Zaloguj się, by skomentować